wtorek, 18 listopada 2014

Matka z dzieckiem w restauracji

Nie będę słodzić matką, że fajnie bo wychodzą do ludzi. O nie. Fajnie kulturka, babeczki nie siedzą w dresie i w kapciuchach w domu, tylko chcą pokazać... że heloł ja nie umarłam, mam tylko małe dziecko, więc nie będę do 18-stki rezygnować z przyjemności.
http://minimanlife.blogspot.com/2014/11/matka-z-dzieckiem-w-restauracji.html
I super. Popieram taki sposób myślenia. Ale jednego nie będę w życiu popierać.
Matki czy to młode czy już doświadczone zapominają czasami, że nie są pępkiem świata i że nie wszystko im się należy. Tak jestem mamą, wiele razy byłam w depresyjnej sytuacji gdzie młodego przebrać bo kupa, bo pielucha przemoknięta. Byłam też kelnerką i nie fajnie serwować, a jeszcze bardziej jeść, gdy obok matka desperacko chce przebrać malucha. I jeszcze żeby to dyskretnie wszystko się odbywało. No raczej tak nie jest. Zasada jest taka, że większość kobiet niby cicho pyta się o kącik, aby przebrać malucha. Gdy dowiaduje się, że "sorry" takiego nie ma. To kelner i wszyscy dookoła słyszą, że restauracja ta to wiocha i jak tak można bez miejsca do przebrania mieć. Są też matki, które bez skrupułów przebierają dzidziusia na krześle, bywa, że na stole. Nie ważne, że obok siedzi para, która ma prawdopodobnie swoją "pierwszą randkę" przed sobą. Słyszą w oddali "Gienek" weź tą pieluchę bo młody bardzo brzydką kupkę zrobił i "ale masz piękną, czystą pupulkę... na deser słyszymy o "Gieniu" maluch bączka puścił. O jak słodko. No w takiej atmosferze to zapewne wszystkim chce się jeść.
Nie chce, abyście pomyśleli, że wredną babą jestem i że się mądrze bo to już wszystko za mną. Jednak będąc po obu stronach obiektywnie musze stwierdzić, że dużo mam uważa, że mogą więcej bo są mamami. A jak dzieciaka nie przebiorą to będzie i wrzeszczał. Wszystko rozumiem. Rozumiem ten fakt, że "my" mamy w naszych dzieciach wszystko pięknego widzimy. Nawet ta śmierdząca kupka nam niestraszna. Jednak są granice. Nie trzeba publicznie pokazywać, że maluch coś tam w pieluszce ma, nie można robić scen kelnerom, którzy dyskretnie mówią "pani, ale nie wolno przebierać dziecka na stole". Nie wpadajmy w histerię bo nie ma toalety, nie ma gdzie pieluchy wyrzucić, a ja matka wyszłam od kilku miesięcy, ubrałam się nie w dres tylko w "coś " ładnego, a ta Polska jest sto lat za murzynami bo jak to w restauracji nie ma przewijaka bądź w sklepie nie chcą udostępnić toalety. Ludziska no proszę trochę dyskrecji i wszystko będzie miodzio.
Złota rada dla wszystkich mam wybierajmy miejsca, które przystosowane są dla maluchów. Pytajmy się przed rozsiedzeniem w restauracji czy są przewijaki. Bądźcie bardziej dyskretne- połowę społeczeństwa nie musi wiedzieć, że akurat w tym momencie "Twoje dziecko zrobiło zdrową kupkę". I trochę luzu, bez popadania w histerię. Wsjo :D
 


 

7 komentarzy:

  1. Ja dla własnego świętego spokoju, zawsze wybieram miejsca nie tylko z przewijakiem na stanie ale również kącikiem dla maluchów bo jednakowoż trzeba wsiąść pod uwagę że nawet 3 latek nie zawsze jest w stanie w spokoju i wielkiej nudzie wytrzymać aż zamówienie zostanie zrealizowane i aż wszyscy w spokoju zjedzą posiłek :)
    A już koniec końców to w każdej restauracji jest WC no w każdej i jak mama jest w stanie przewinąć na krześle to i na toalecie da rade, ja dawałam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. nie powiem ciekawy post. I taki prawdziwy :D W końcu ktoś to głośno powiedział, że matki powinny czasem się zastanowić nad swoich zachowaniem. Bije brawo

    Pozdrawiam Monika

    OdpowiedzUsuń
  3. Jako matka pewnie mam więcej empatii w sobie i takie sytuacje traktuję z przymrużeniem oka ale przed etapem macierzyństwa posyłałam mordercze spojrzenia i odchrząkiwałam znacząco. Także bycie matką zmienia światopogląd i fakt czasami czujemy się trochę bardziej uprzywilejowane, a czasem pokrzywdzone to wszystko zależy od dnia i godziny;) Pozdrawiam ciepło jak matka matkę;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to fakt czujemy często się uprzywilejowane :D

      Usuń
  4. Zgadzam się :) Ja od długiego czasu chodzę z córą do restauracji i nigdy na stole jej nie przewijałam :) Zazwyczaj wracając z Teatru Małego Widza (Warszawa) wstępujemy gdzieś na obiad - a często do teatru chodzimy - i jakoś nie mam problemu ani z kupami (łazienka wszak jest) ani z zachowaniem córki. Szczerze mówiąc, przewijak turystyczny zajmuje naprawdę mało miejsca :)

    OdpowiedzUsuń